Archiwa kategorii: moje

zmiany, cardigan i komu opis czapki?

Mały misz masz zrobił mi się w temacie, co nie? Ale po kolei:

zmiany – bo szykują się na blogu – takie zmiany na lepsze mam nadzieję. Moimi słowami: będzie bardziej czytelnie, ładniej. Słowami mojego męża: mamy zamiar zmienić layout. Pewnie nie jutro, ale wkrótce.

cardigan – bo chcę Wam pokazać skończony w bólach mój najnowszy cardigan. W ostatnim wpisie napomknęłam, że mam nadzieję, że kończę jego ostateczną wersję – myliłam się, oj jak się myliłam. Już myślałam, że go rzucę w kąt z niedokończoną plisą przy dekolcie. No,  ale jakoś się zawzięłam i oto jest:

 

cardigan2

Czytaj dalej “zmiany, cardigan i komu opis czapki?” »

getry, ocieplacze – jak kto woli

Nawet nie patrzę kiedy był ostatni wpis, bo i po co. Nic to nie zmieni, minęło sporo czasu, wykorzystanego w dużej mierze na inne rzeczy niż dzierganie. I nawet tego nie żałuję.  Ale i czas był ku temu sprzyjający – kto jeszcze pamięta wakacje? A kogo wciągnął już wir codzienności praco-szkolno-przedszkolny?

W związku z tym, że panna Basia zrobiła się bardzo wymagającą 1,7 roczną panienką, na dzierganie zostają mi tylko późne wieczory, więc tempo pracy mam dosyć wolne. A i muszę przyznać, że i jakaś złośliwość włóczkowa mnie dopadła, która skutecznie miesza mi plany. Zakupiłam oto włóczkę z odzysku, wyprałam, przewinęłam i stwierdziłam  – będą getry, dla wszystkich panien – a co, jak szaleć, to szaleć. Zrobiłam jedną parę, połowę drugiej i stwierdziłam, że jak zrobię trzecią, to zostanie mi taka ilość włóczki, z którą już niewiele zrobię. Więc pomyślałam: a może by tak jednak sweterek? Zaczęłam. W mniej więcej 1/3 stwierdziłam, że jednak to nie to. Wróciłam więc do getrów i tak zamiast już dłubać zupełnie co innego, ja ciągle siedzę w getrach. Ale tak sobie myślę, patrząc na zdjęcia, że może warto?

A więc getry nr1:

 

Czytaj dalej “getry, ocieplacze – jak kto woli” »

Włóczka z historią

Z tej włóczki powstał już kiedyś prawie w całości cardigan dla mnie. Ale jakoś ani faktura włóczki mi nie pasowała, ani jej kolor. Było więc wielkie prucie, potem długie leżakowanie, aż w końcu powstał z niej sweterek.

Moja średnia córka miała  ściśle określone oczekiwania w stosunku do niego: miał być milusi, łatwy do wkładania i  żeby nigdzie nie cisnął. A ponieważ jestem gotowa na wiele, żeby jej poranne zbieranie się do przedszkola było mniej nerwowe i dla niej i dla pozostałych zbierających się i zostających – to stanęłam na uszach, żeby był właśnie taki. Nie jest to mistrzostwo świata pod względem designu, ale mój Milusiek zadowolony – a o to przecież chodziło 🙂

Czytaj dalej “Włóczka z historią” »