Miesięczne archiwum: Marzec 2011

Jak zrobić sweterek komunijny

Niedługo maj

Słoneczko coraz mocniej przygrzewa. Mamy jeszcze marzec, ale ja swoimi myślami jestem już w maju. Zbliża się wielkimi krokami, zostało kilka tygodni.

Dlaczego akurat maj, a nie kwiecień czy czerwiec? Otóż moja starsza córka będzie po raz pierwszy przystąpi do komunii świętej (stąd sweterek w tytule). Bardzo ważny dzień dla niej, dla mnie i dla naszej całej rodziny.

Mała jest bardzo podekscytowana i na szczęście wcale nie prezentami. Czeka z wielką niecierpliwością i przygotowuje się do 22 maja. Uczy się np. regułki do pierwszej spowiedzi, a ja muszę także pomyśleć o tej mniej duchowej sferze. Więc myślę o menu, o butach, o wianku (sama go zrobię 🙂 ), o ubiorze, o dekoracjach. Ktoś musi.

Sweterek, żeby nie było za łatwo

Właśnie, żeby nie było za łatwo…

W sklepach można znaleźć sweterki komunijne. Tylko pójść i kupić. To jednak nie dla mnie, bo po co ułatwiać sobie życie prawda? Co zatem zrobiłam? zabrałam się za niego sama. I oczywiście nie mogłam go zrobić po prostu: przód, tył, rękawy, zszywanie i jest. Tylko zaczęłam kombinować. Zobaczcie zresztą na własne oczy:

Sweterek komunijny

Chyba nawet na tym zdjęciu niespecjalnie wygląda to na sweter 😉

Na kolejnym zdjęciu już nieco bardziej.

Sweterek komunijny

I teraz ‚cuduję’ co dalej. Mam nadzieję, że wkrótce dokończę ten sweterek i będzie się nadawał do noszenia. Jak wszystko się uda to zamierzam się pochwalić na blogu. Może przygotuję jakiś opis.
W związku z ostatnio chronicznym brakiem czasu praca posuwa się powoli, ale zostało mi całkiem niedużo.

Kończę więc sweterek, a Ty trzymaj kciuki, żeby faktycznie stał się sweterkiem 🙂

P.S. A jeżeli Ci się podoba ten wpis to proszę kliknij w przycisk +1. W ten sposób pomagasz mi go promować. Dziękuję.

Wiosenne broszki

‚Wiośniane’ przesilenie

Pamiętasz Kubusia Puchatka, pewnie tak :). Jedna z historii opowiada o porządkach na wiosnę zaordynowanych przez Królika. Jak to pięknie określił Tygrys: ‚wiośniane’ porządki. Chyba nastał dobry czas, aby je rozpocząć.

Nie mam bynajmniej na myśli takich zwyczajnych porządków ze ścieraniem kurzu, myciem okien i tak dalej. W tym wypadku chodzi mi o porządki wewnętrzne i ubiorowe. Można zacząć myśleć o cieńszych ubiorach, wiosennych dodatkach do ubrań jak choćby broszki :).

Czas zmienić nastawienie. Czas się obudzić z zimowego ‚letargu’.

Nie wiem jak ty, ale ja już wiosnę poczułam. Co prawda bardziej ją widać za oknem siedząc w domku w południe, niż wychodząc rano, no ale cóż jest początek marca. Taka wiosna za szkłem. Jeśli jednak już ma się tak bardzo dość zimy (jak ja), to nawet najdrobniejszy jej przejaw jest bardzo pożądany i mile widziany.

Płaszczyk i moje broszki

Z powodu tego pięknego słońca wyjęłam nawet ostatnio płaszczyk wiosenny. Pooglądałem go i oczywiście od razy zaczęłam główkować czym by go tu troszkę odmienić, rozweselić. Trzeba podkreślić jakoś ‚wiośniane’ nastawienie.

Myślałam wymyśliłam broszki (jest jeszcze śliczna chusta o której pisałam wcześniej). Chciałam, aby efekt był ładny i bez konieczności spędzania kilku wieczorów. Ty bardziej, że ostatnio z czasem u mnie raczej krucho. (Po cichu przyznam Ci się, że próbuje moje pasje zamienić na pracę, dla ciekawskich zapraszam do ‚sklepiku‚ 🙂 (mąż jest nieoceniony)).

Broszki powstały z resztek organzyny wyszperanej w szafie mojej i nie tylko mojej :). Moja zdolność do wynajdywania i wykorzystywania nieużywanych (lub starych) rzeczy czasami mnie zadziwia.

A oto niektóre z efektów broszkowych poczynań:

Później pochwaliłam się broszkami koleżance i już ich nie mam 🙂  Ale ponieważ koleżanka baaardzo ulubiona, to i broszek mi nie szkoda. A do mojego płaszcza na pewno jeszcze coś powstanie.

P.S. A jeżeli Ci się podoba ten wpis to proszę kliknij w przycisk +1. W ten sposób pomagasz mi go promować. Dziękuję.